Zanim doszło do tego, że zajęłam się hipnoterapią RTT, był taki kilkuletni okres w moim życiu, który był ciężki i wyniszczający. Pracowałam, studiowałam, potem pracowałam jeszcze więcej, angażowałam się w zadania i projekty, które nie dawały mi satysfakcji, podejmowałam niekorzystne decyzje.

Myślałam o sobie bardzo, bardzo źle. I nie chcę przytaczać tych myśli – jeśli będziesz chcieć je poznać bliżej, to porozmawiamy. Tu jednak nie będę się na ten temat rozwodzić, po prostu było źle.

Zaczęłam chorować. Moje ciało zrobiło się słabe, byłam bez przerwy przemęczona. Stres mnie zżerał, nie pozwalał spać. Zaczęłam czuć, że tracę swoje życie, że nie wiem, kim jestem, czego chcę i po co w ogóle żyję?

Zamknięta na ludzi i na siebie, pogodziłam się z postępującym drętwieniem, zobojętnieniem i ostudzeniem. Wszystko stawało się obojętne. Do czasu aż wpadałam w okresy rozpaczy i depresji, wtedy było po prostu najgorzej. Po paru miesiącach to ustępowało i wracałam do zobojętnienia...

Wstydzę się odrobinę czasem, że tak późno się sobą zaopiekowałam i dopiero po takich tragediach wzięłam za siebie odpowiedzialność. Nie życzę nikomu takich przeżyć. Nikt na takie coś nie zasługuje.

Zdałam sobie sprawę, że robię coś nie tak, że to wszystko moje działania i myśli, gdy po raz pierwszy wylądowałam na pogotowiu. Wtedy myślałam, że to był zawał serca, ale zawał serca mając 30 lat...?

Badania ok, wyniki ok. Dostałam leki na depresję, na napady paniki, na obniżenie tętna. I miałam radzić sobie sama.

Nigdy nie czułam się bardziej samotna. Zniszczona. Unieszczęśliwiona. Zamaskowana – bo nadal za szerokim uśmiechem.

Zrozumiałam jednak, że sama sobie to robię. Że użalam się nad sobą, nad błędami, które w sobie noszę od dziecka, nad kompleksami, które niszczą mi życie. Sama to sobie robiłam. I to była moja odpowiedzialność wtedy, żebym sprawdziła co się stało i jak. Żaden lekarz mi nie pomógł, nie mógł. I, dla jasności, nie mam nic do lekarzy – robią wspaniałą robotę ratując ludzi, dając im pomoc. Ale lekarze nie wiedzą często, co się dzieje i jak pomóc, kiedy czyjeś wnętrze po prostu umiera z rozpaczy. Tego ich nie uczą, oni zresztą nie od tego są.

Zaczęłam się siebie pytać: skoro to ja doprowadziłam własnymi złymi decyzjami, złymi myślami, do takiego stanu, w jakim jestem, to jak mogłabym ten cały potencjał mojego umysłu poznać i okiełznać? Poznać i zrobić z niego pożytek? Bo przecież skoro było tak okropnie źle, to z drugiej strony tego aspektu musi być niezwykle dobrze.

Otworzyłam się na wszystko, co przynosiło mi więcej zrozumienia: szeroko rozumiane praktyki mindfullness, jogę, tantrę, techniki oddechowe, a między nimi wszystkimi... również na RTT.

Jestem do końca życia wdzięczna Marisie Peer, która opracowała tę metodę. Pomogło mi to zrozumieć, co się stało i jak. Jak bardzo małym dzieckiem byłam, kiedy poczułam się tak odrzucona, że poczułam się nie dość dobra, niekochana, niezasługująca na nic dobrego nigdy więcej.

Nic dziwnego, że dawałam się nosić moim poglądom o sobie w takie miejsca, sytuacje i relacje, że te poglądy się tylko potwierdzały. A jeśli spotykało mnie coś zgoła innego, np. wizja pięknego, bliskiego związku – po prostu to sabotowałam na wszystkie sposoby. Bo czułam, że nie zasługuję przecież.

Nie było mi łatwo polubić się, pokochać i zacząć szanować. A przecież tak, jak się lubimy, kochamy i szanujemy, tak inni ludzie też nas lubią, kochają i szanują. Nie chciałam więcej doświadczać tego, co do tamtej pory. Cena wolności i wzięcia za siebie odpowiedzialności była więc znacznie niższa od tego, żeby zostało tak, jak było.

Trzeba jaj do takich decyzji. Do wejścia na taką drogę, do miłości do siebie. Bo stare przekonania nie tak łatwo się neutralizuje, czasem nagle atakują ponownie. Niemniej warto o siebie walczyć. Zejść sobie z drogi. A tak, jak mi okazano wsparcie, gdy się na to otworzyłam, tak, jak sama doświadczyłam pomocy, gdy o nią poprosiłam – tak i Ty możesz. A ja będę Ci w tym towarzyszyć z największą radością, służąc Ci wszystkimi narzędziami, jakie znam i jakie posiadam.

 

Wierzę, że nie ma przypadków.

Jeśli tu jesteś, to coś Cię tu przyciągnęło.

I za to – już na tym etapie – serdecznie Ci dziękuję i obejmuję Cię ciepło. 

logotyp therapytka
rtt certified

Moja historia