Jest też dobra wiadomość.. 


 

Ostatnio podzieliłam się przemyśleniami na jednej z grup, do których należę i spotkało się to z naprawdę fajnym przyjęciem...

No i sobie myślę, że czemu nie? wrzucę ten sam tekst i tu, wprost do ogródka autorki, znaczy mnie :)

Oto on:

Wiecie, co jest dla mnie głęboko niepokojące? Że nikt nas nie uczy, że zawsze będzie ktoś, kto nas nie będzie lubić i to nas nie określa. Że można wyciągać radość z porażek, że porażki są ok. Że 100 PLN wyciągnięte z banku i 100 PLN podniesione z chodnika – brudne, naddarte, pogniecione, z plamą – to nadal 100 PLN. Wartość pozostaje ta sama. I my sami również mamy niezaprzeczalną, ogromną wartość, ale o tym zapominamy.

Zajmuję się hipnoterapią i bez względu na to, z czym ludzie do mnie trafiają – czy to jest chroniczna bezsenność, czy blokada 3 czakry, czy chęć zrzucenia paru kilo, przejście przez żałobę po stracie kogoś bliskiego, przyciągnięcie odpowiedniego partnera – bez względu na to, jaka to rzecz, która obecnie skupia ich uwagę, to zawsze wracamy w sesjach do źródła właśnie. Do tego momentu, tej chwili w życiu, gdzie coś się stało, co powoduję obecnie tę blokadę, czy ten problem.

I wiecie co? To są najczęściej wspomnienia z bardzo wczesnego dzieciństwa. I to budzi we mnie smutek. Że ludzie po 20, 40, 60 lat i więcej zmagają się z ciężkimi, bardzo trudnymi rzeczami, bo nadal podświadomie tkwią w tych przekonaniach, które sformułowali mając rok, 3, 5, 8 lat.

Miałam ostatnio wielką przyjemność pracować z pewnym panem. Miał bardzo jasny cel: chce żyć „happily even after” i zostawić za sobą to, co wniósł w ostatni związek, który się kończy i wchodząc w następny chce już być wolny od wszystkiego, z czego nie zdaje sobie sprawy.

Ten pan dosłownie frunął przez tę sesję, serio. Byłam mega pozytywnie zaskoczona. To była dla mnie niesamowita przyjemność towarzyszyć mu w tej drodze. Najlepsze było to, że wrócił do wspomnień, gdzie był malutkim chłopcem (około 3 lata) i rodzice zostawiali go u babci, kiedy wyjeżdżali. Czuł się tam opuszczony i samotny i uformował w sobie przekonania, które gnały go do znanego od tej chwili uczucia odrzucenia i osamotnienia.

Dobra wiadomość jest taka, że możemy zmienić swoje przekonania. Najpierw formujemy nasze przekonania, a potem one formują nasze życie. Ale przekonania można zmienić. I życie dzięki temu też.

Więc cokolwiek wybierzecie, i czujecie, że działa, że dzięki temu zaczynacie wierzyć w podstawową prawdę o sobie – że przychodząc na ten świat jesteśmy pewni, że zasługujemy na miłość, uwagę i wszystko, co życie ma do zaoferowania, to róbcie to! Małe dzieci przecież doskonale to wiedzą dzieciaczek może być cały umorusany, mieć pełnego pampersa i smarki ściekające z nosa, ale spójrz na niego i będzie rozanielony. Jak gdyby chciał powiedzieć „no heloł, oczywiście, że zasługuję na podziw, miłość i całą twoją uwagę zią”, ale coś po drodze się dzieje, że przestajemy w to wierzyć. I przyklejamy sobie łatki, że nie jesteśmy dość dobrzy, że nie zasługujemy, że nie jesteśmy ważni. I potem na uwagę reagujemy wycofaniem. Na komplement – odrzuceniem. Na miłość – niedowierzaniem.

Ludzie nas tak kochają, lubią i szanują, jak my sami się lubimy, kochamy i szanujemy. To chyba dość dobry argument, żeby się samemu w sobie w końcu zakochać i nie wymagać, że ktoś inny wypełni w nas pustkę. To nie jest zadanie innych nas kochać, ale nasze własne. Ta właśnie kochająca energia przyciąga najbardziej, stajemy się co najmniej mniamuśni.

Dlatego warto i można się zmienić. Widzę to każdego dnia i pośród tych wszystkich ludzi, którym kiedyś mogłam służyć pomocą. Ja potrafiłam, oni potrafili, więc wszyscy potrafią i mogą.

Dobrego dnia :)

 

 

 

Najpierw formujemy nasze przekonania, a potem one formują nasze życie

23 lipca 2020
logotyp therapytka