Wrzucam małe co nieco 


 

A dziś kolega mówi, że na THERAPytce coś cicho to mu dziękuję i wrzucam małe co nieco.
Czas na fakty autentyczne 1000% proof!!!
Przyszedł 01.01.2019 i postanowienie: a co tam. Nie pijemy. Razem. We dwójkę.
Uważam to doświadczenie za szczególnie warte opisu.
Najlepiej ukazać cały kontekst.
Co weekend to były przynajmniej po 3 drineczki w piątek i w sobotę. W niedziele tylko po 2. I to była wersja standardowa, raczej na lajcie. W międzyczasie próbowaliśmy przeróżne piwa, jakie się patoczą przez Polskę ostatnimi czasy. Mamy nawet swój Beerbook, gdzie wrzucamy etykiety z butli i opisujemy wrażenia. Żeby pamiętać, które bro zasługuje na powtórne spożycie, a które nie.
Natomiast zdarzały się tu grube imprezy we dwoje, czy we więcej i idzie już czasem nawet do urwania filmu. Nic to, zdarza się przecież.
I tak to sobie leciały przez kolejne tygodnie naszych żyć.
On mówi: „a nie chce mi się, nie będę pić alkoholu w 2019. Już kiedyś jeden rok tak poszło, więc czemu nie?”. Ona mówi: „ja też miałam okres w życiu dorosłym, trwało to dobre 20 miesięcy… możemy razem to przejechać”. I tak podpisano zgodę i zaczyna się ichnia podróż ku trzeźwości, z czego najciekawsze spostrzeżenia opisuję poniżej. (Znaczy nasza, moja i mojego ukochanego, ale czemu nie dodać trochę specyficznej narracji )
Pierwszy weekend 2019 roku.
Po oznajmieniu wszystkim wszem i wobec, że nie piją przychodzi moment w tygodniu, który przeważnie był zapalnikiem do zakupu lodu w kostkach i łychy. Jest piątek wieczór, około 22:00. Ona mówi, że idzie spać, na co on odpowiada, że też.
Sobota wieczór, około 21:00. On ziewa, ona też. Ona mruczy pod nosem, że nie ma niczego ciekawego do robienia i chyba pójdzie spać. On posępnie stwierdza, że piwo do filmu to by nawet smakowało teraz. Ale nie. Kładą się oboje więc.
I budzą w niedzielę, zanim jeszcze się w miarę jasno zrobiło. Nie zapominajmy tutaj, że to najciemniejszy moment zimy i jasno się robi na dobre około 9:00. Tak że budzą się oboje po 8:00, przy czym przeważnie pobudki miały dotąd miejsce przez suchoty i mniej więcej koło południa.
No i co teraz? Ona się dąsa, marudzi. On nie reaguje na gderanie, odpala monitor i przegląda sobie strony w internetach.
Przez tydzień jest praca, więc tryb z natury cechujący się oszczędnością wobec nadużywania substancji wyskokowych. Braków nie czuć prawie wcale.
No ale wszystko się kojarzy ze szklanką, butelką, czy stanem upojenia!
Drugi weekend 2019
Ona: „nie wychodzimy nigdzie w ten weekend, to będzie przynajmniej łatwiej. Kurde, gorzej, jak przyjdzie nam jechać na jakieś konercisko, czy zlot… Albo urodziny jakieś! Czy impreza innego pokroju... W ogóle to mi jest łatwiej znosić głupotę niektórych w towarzystwie będąc pod wpływem. I więcej mam siły na to, żeby się jakoś bawić”.
On: „no ale nikt ci niczego nie karze i nie musisz się mieszać w towarzystwa ludzi, albo bawić się na siłę”. Ale chwilę później dodaje: „a ja to bym sobie zimne takie jedno wypił… Ale potem chce się drugie i czasem trzecie i jest ósme”.
Ona się trochę dąsa. A nawet chwilami jest zaczepna. On niewiele mówi, coś tam przegląda w internetach. Nudą trochę wieje. I znowu idą spać szybko. I wstają szybko. I jakoś tak dziwnie i co teraz?
Trzeci weekend 2019
Tego już by było za wiele, żeby kolejny weekend minął tak jak jakiś default. Trzeba było ruszyć się z kanap i chociaż pojechać do kina. Przejść się. Porozmawiać o czymś. Fakt, rozmowy dziwnie często schodzą na... alkohol. Czy zawsze schodziły...? Czy teraz po prostu uwaga zaczyna to łapać? Nie szukamy odpowiedzi, po prostu robimy inne rzeczy i się obserwujemy.
Zamiast alkoholu kupujemy sobie egzotyczne owoce.
Cieszymy się z tego, że możemy robić, co tylko chcemy. Gdybyśmy chcieli się stoczyć – możemy. Gdybyśmy chcieli startować na parę prezydencką – możemy. Tak że wybieramy sobie, możliwie jak najświadomiej, każde kolejne doświadczenie. A potem smakujemy się w nim.
Co ciekawe, teraz, po 3 tygodniach, okazuje się, że węch jest ekstremalnie czuły. Czujemy dosłownie wszystko. Ciało wypłukuje się całkowicie i zaczyna pracować inaczej.
Doznania fizyczne są inne. Szczególnie te pościelowe Łóżko staje się zupełnie innym miejscem, seks zyskuje niezwykłą jakość. Po lamce wina było ekstra. Po 3 – już niekoniecznie. Zdarzały się mało chwalebne akcje na odcięciu. No tak bywało.
Teraz jest o tyle pięknie, że wymaga to absolutnego rozebrania się ze wstydów, kompleksów i całkowitego zanurzenia w chwili i doznaniach. A to było bardzo trudne! To jest jedno z największych wyzwań: odpuścić kontrolę, rozebrać się w każdym aspekcie tego czasownika i w każdym jego znaczeniu i poddać się. Odpuścić. I się ponosić w bezbronności, radości i poszanowaniu. WOW. To jest właśnie najpiękniejsze, co nas spotkało dzięki naszym wyborom. Sami sobie wybraliśmy taką rzeczywistość i tak ją zaczęliśmy wtedy robić
Końcem kwietnia 2019 były urodziny, których nie wolno było zignorować. Tak że udzieliliśmy sobie dyspensy. I reakcja była bardzo intensywna. Te ilości, które pamiętaliśmy jako „odpowiednie” dla siebie teraz stały się horyzontem, do którego nie da się dotrzeć. Dla nas impreza skończyła się "na Kopciuszka", bo poczuliśmy, że mamy już dość.
Z kolejnych dyspens, to były jeszcze urodziny mojego Taty, Pol’&’Rock i jeszcze dwie okazje. I to tyle.
Bałam się bardzo wyobcowania wśród ludzi. Poczucia odrzucenia, że będę taka inna od reszty. Ja się bałam znacznie bardziej, niż mój ukochany, bo mam raczej słabszy charakter i odporność (no jestem taka buła miękka )
Czy czujemy się wyobcowani? Czy się odcinamy od ludzi? Nie i nie. Nie potrzebujemy być wśród innych ludzi, żebyśmy sami czuli się dobrze. Cieszymy się własną bliskością. Polubiliśmy się sami bardziej. Ja to w ogóle poczułam się zakochana w życiu na nowo! Pojawili się zupełnie inni ludzie w naszym kręgu, WOW! A alkohol jest kompletnie niepotrzebny. Jest wyborem. Jak ktoś ma ochotę, to spoko, a jak nie, to nie. Nikt nikomu nic nie każe. Teraz widzę to jeszcze wyraźniej.
Czy w podstawówce, między lekcjami, potrzebowaliście z kolegami i koleżankami trzasnąć po kielonie, żeby się dobrze bawić? Jakoś wątpię. Więc czemu my, dorośli, mamy takie dziecinne blokady myślowe, które objawiają się w fizycznych ułomnościach nakładanych na nas przez nas samych? Dociekanie przyczyn zawsze jest zabawnym procesem myślowym, ale to zostawmy sobie na deserek. Ważne, że można.
Ludzie dookoła nas mają to gdzieś. I to dobrze. Są wśród nich tacy, co pytają z niedowierzaniem, czy nadal nie pijemy. Albo nawet tacy, co powiedzą, że jak tak można, i że po co się tak "katować". A opinii tyle, co ludzi.
Nie powiemy, że nie pijemy wcale. Jak któreś z nas kręciło w nosie, to grok i do wyra. Mamy też okazje typu urodziny, czy kolejne sukcesy na naszej drodze (jak nasz ślup ) i świętowaliśmy drinkiem, kieliszkiem wina, lub szklanką piwa. Natomiast te ilości, które do tej pory w siebie wlaliśmy są nieporywnywalnie mniejsze, niż do końca 2018 roku. Skala zjawiska jest niezwykła!
Doświadczenie w 2019, choć początkowo dawało się we znaki, dało nam dużo fajnych, ciekawych odczuć, wzbudziło zdziwienie i zachwyty. Nauczyło dyscypliny.
Uważam, że odstawienie nawyku, który średnio służy jest najlepszym, co można dla siebie zrobić. Uważam też, że jeśli przejdzie się „żałobę” po tym nawyku, to można instalować sobie nowe, lepsze nawyki. I te potem robią charakter, a charakter robi życie.
Wszystko jest dla ludzi, no nie? Dzielę się doświadczeniem, które uważam za jedno z ciekawszych, jakie sobie wspólnie z ukochaną osobą zafundowaliśmy. A jeśli ktoś lubi pobarłożyć, to spoko. Też tak robiliśmy i to srogo. I to zawsze były super imprezy i epickie wręcz faile! My sobie w tamtym roku wymyśliliśmy tak. Oboje wiemy już jednak, że już nie wrócimy do takiego stanu jak sprzed postanowienia, bo widzimy znacznie więcej korzyści w tym, jak obecnie się czujemy i jak wybieramy mogę tylko zachęcać do próbowania
 

 

Na THERAPytce coś cicho?

28 lipca 2020
logotyp therapytka