Rozmowy po terapii


 

Pamiętam moje zdziwienie i... zaciekawienie, gdy pierwszy raz usłyszałam, że umysł idzie do znanego i jak ognia unika nieznanego (strefy komfortu się kłaniają) i robi dokładnie to, co myśli, że chcemy ("czym skorupka za młodu"...).

Ludzie, którzy pozwolili mi towarzyszyć sobie w sesjach hipnozy i na warsztatach sami też doświadczali podobnie, ale byli przekonani, że są tymi cechami, że są swoim umysłem, że nie maja żadnej kontroli nad tym. Cytuję:

A, 42 lata (kobieta): "jestem DDA [...], nigdy nie związałam się z nikim, wszyscy ode mnie uciekają, zostaję ciągle sama. Mam chyba jakąś klątwę na sobie, mam już dość tego życia, dość siebie, mam chwilami już ochotę ze sobą skończyć".

G, 34 lata (mężczyzna): "ogarniam tam więcej, niż inni, zostaję po godzinach i nie śpię w nocy, non stop na alercie, non stop. I ch** z tego mam, a nie mogę tego zostawić, bo boję się, że nawet nie będę mieć na alimenty. Najbardziej mnie wkur***, że muszę tu być, bo inaczej na nic nie będzie mnie stać".

F, 24 lata (mężczyzna): "Nie wiem, co jest, ale czuję się beznadziejnie. Moja była mnie baaardzo skopała mentalnie i kiedy w końcu już byłem zmuszony sam to zakończyć, to odkryłem, że chyba za nią tęsknię! a uciekłem od tego przecież!".

Umysł jest naszą częścią. Silną, potężną mocą napędową, której podstawowym zadaniem jest utrzymać nas przy życiu. A zatem jeśli w jakiś sposób mamy wyjść z tego, czego się nauczył i do czego się zaprogramował, to z miejsca ogarnia nas niepokój, lęk, zaczyna się cały spektakl gotowych scenariuszy o porażce, odrzuceniu, poniżeniu i w efekcie... nie robimy nic, lub wręcz unikamy zmian. Nie odezwiemy się do tej kobiety, nie pójdziemy po podwyżkę, nie zgodzimy się na zmianę pracy, nie będziemy trzymać się diety, nie podejmiemy się nowego wyzwania. Bo takie coś oznacza ryzyko. Ryzyko, że może Ci się nie udać. Albo jeszcze gorzej - że może Ci się udać! I co wtedy?! Okaże się, że nie będziesz mieć racji! Nie macie pojęcia, ilu z nas boi się sukcesu, pieniędzy, miłości, zdrowia. A z porażką może przyjść odrzucenie, samotność, niemoc, depresja - to wszystko, w czym - o ironio - już siedzisz.

Tylko najgorsza ironia polega na tym, że jeśli sam się nie zmienisz, to i tak będziesz do tego zmuszony.

Załamiesz się.

Ucierpi Twoje zdrowie.

Będzie cięcie etatów.

Ona/on pozna kogoś innego.

I dopiero wtedy przychodzi refleksja: mogłam zrobić tak, mogłem jednak się odezwać, powinnam była coś zrobić, trzeba było iść po swoje.

No to czemu tego nie robisz?

Bo Twój umysł nie rozpoznaje tego, czego nie zna (bo jak?!) i pcha Cię w to, co zna. Unikasz odrzucenia? Doświadczasz odrzucenia. Nie chcesz już się tak źle czuć ze sobą? Czujesz się źle ze sobą. Chcesz tak bardzo zrzucić te ostatnie kilogramy? Lądujesz z kubłem lodów, kiedy nikt nie patrzy.

Doświadczamy dokładnie to, czym jesteśmy. Przyciągamy takie sytuacje, takich ludzi i takie wydarzenia, które rezonują z naszym podświadomym umysłem. I bez świadomości, co dokładnie Tobą steruje, będziesz myśleć, że masz taką wadę, że "już tak mam", że "zawsze tak było i zawsze tak będzie", bo "w całej mojej rodzinie tak było", bo "zawsze byłem niechciany i opuszczony".

Gdzieś na jakimś etapie stało się coś, co sprawiło, że Twój umysł nabrał takich przekonań. Ale to nie jesteś Ty i nigdy nie byłeś i nie będziesz. To tylko doświadczenia/sekwencje doświadczeń, na podstawie których tak się poczułeś. I wiem, że z uczuciami ciężko się dyskutuje, bo wydają się takie prawdziwe. Ale nie są. One są tylko wycinkiem Ciebie, tylko epizodem. Im trzeba dać przestrzeń, żeby były, ale nie oddawać im kierownicy, żeby za Ciebie prowadziły Twoje życie.

Jak to odwrócić? Kwestionuj. To na początek. Zamiast obwiniać cały świat, przeszłość, kulturę, rodzinę, mamusię i tatusia - poszukaj w sobie odpowiedzialności za siebie. Bo czy tego chcesz, czy nie, to jesteś dorosły. Trzeb się nauczyć odpowiadać za siebie i nie oddawać prawa do decydowania za siebie czynnikom zewnętrznym, oprawcom, swoim porażkom. To były lekcje. Potężne, trudne, niemal niszczące lekcje. Ale jesteś tu ciągle, żyjesz. Przeżyłeś to, co musiałeś i nie musisz już tego więcej doświadczać. Wyciągnij więc cały ten ładunek emocjonalny z tych przeżyć i pozwól im stać się mądrością.

I potem pozwól na to, żeby w Twoim życiu pokazała się zupełnie inna strona Ciebie samego. Zupełnie inni ludzie, zupełnie inne doświadczenia. I harmonia - upragniony spokój! Nawet, jak się będzie walić i palić dookoła.

Jesteś tym, kim jesteś nie POMIMO tego, co się stało, ale WŁAŚNIE DLATEGO. I życie miało powód, żeby wyrażać się przez Ciebie.

Jesteś tu po coś. Przed Tobą były całe pokolenia ludzi, którzy musieli się poznać i połączyć fizycznie, żebyś tu był. I przynajmniej połowa z nich się dobrze przy tym bawiła :) przypadek? Wolę wierzyć, że nie :)

Mogę się we wszystkim mylić, ale na serio mi to nie przeszkadza. Nie chcę mieć racji, chcę doświadczać jeszcze pełniej i jeszcze więcej. A to wymaga gotowości do tego, żeby się mylić i ciągle przewartościowywać.

 

 

Jeśli sam się nie zmienisz, to i tak będziesz do tego zmuszony

10 lutego 2021
logotyp therapytka