Czy naprawę wolisz unikać zagrożeń za wszelką cenę?

 

Boisz się stanąć przed sobą i zobaczyć się dokładnie takim, jakim jesteś. Z całym bagażem, jaki nosisz. A więc, ze strachu, wybierasz ciągle go nosić.
Boisz się przyznać przed sobą, że odrzucasz ludzi zanim oni zdążą Cię odrzucić, bo wierzysz o sobie i o świecie, że jesteś bezwartościowy, albo, że na uwagę i miłość trzeba sobie zasłużyć.
Boisz się wejść w relacje z ludźmi, bo kiedy dotąd byłeś w relacjach, to zawsze trafiasz na siebie samego: zdezorientowanego, pełnego żalu, zawodu, gniewu i frustracji.
Boisz się prawdy i mówisz o ludziach, że Cię nie rozumieją, że nie zwracają na Ciebie uwagi.
Boisz się czuć. Bo lęki, panika, odrzucenie, poczucie braku i gniew są trudne.
Boisz się rzucić pracę i stać się kimś innym. Bo możesz nie dać rady, bo jak za rachunki zapłacisz, bo kto będzie od Ciebie kupować, bo czy to dobry pomysł, bo czy to Twoja droga, czy dzieci będą miały opłacone przedszkole?
Boisz się zmienić związek, który nijak się ma do tych motylków z początku, bo tyle już lat razem, bo kredyty, bo a może on/ona Cię doceni i się zmieni.
Chu*a się zmieni. I tylko Ty na to pozwalasz.
Twoje życie jest bezpośrednim odbiciem tego, w co wierzysz. Bezpośrednim obrazem tego, co tolerujesz.
Rozumiem Twój strach, bo czuję go bez przerwy. Rozumiem strach przed odrzuceniem, bo 9/10 razy słyszę NIE i zmagam się z tym codziennie. Rozumiem lęki, bo nękają mnie. Rozumiem smutek, bo płaczę co parę dni i już nie liczę łez.
Rozumiem Twój strach. Myślę, że każdy rozumie, bo wszyscy się boimy.
Ale czy nie boisz się, że tak, jak jest teraz, to po prostu już zostanie? W tym średnim związku, w tej pracy, która nie pozwala Ci rozwinąć się, w tych narastających dolegliwościach psychosomatycznych, w tym poczuciu niespełnienia i odrętwienia?
Bardziej niż zmian się boję, że nic się nie zmieni.
Czasem mam wrażenie, że wszyscy mówią, że idą po swoje, że się motywują, że szukają dla siebie sposobów i tak bardzo się starają.
Serio?
Masz tę 100% pewność, że robisz wszystko, co w Twojej mocy, żeby ziścił się Twój plan i unikalny talent? Bo ja – choć to bolesne, to przyznaję w całkowitej bezbronności, że miewam okresy prokrastynacji. Momenty, w których tak przyjemnie mnie kołysze zwykłość i bezpieczna rutyna: wstać, poćwiczyć, zrobić coś dobrego dla siebie i wąskiego najbliższego świata, praktykować wdzięczność, medytować, układać plan działania na „wkrótce-kiedyś”.
TO ZA MAŁO!
Czy jestem odpowiednią osobą, żeby zadawać takie pytania, lub stawiać takie mocne oskarżenia? Nie wiem. Może nie. Bo co ja sobą w sumie reprezentuję? A może właśnie tak, bo zdaję się wyglądać na spójną z tym, co mówię?
Pytasz się siebie, czy masz tyle odwagi, żeby naprawdę być tym mężczyzną, którym tak bardzo chcesz być? Tą kobietą, którą zawsze chciałaś być? Masz tyle odwagi, żeby być tym wspaniałym człowiekiem? Pozwolisz tej najlepszej wersji siebie się faktycznie uformować i wyrażać przez Ciebie? I to nie POMIMO tego, co się z Tobą działo w życiu, ale WŁAŚNIE DLATEGO?
Naucz mnie tego. Pokaż mi, jak to jest możliwe. Chcę się grzać w Twoim świetle i wiedzieć, że skoro Ty możesz, to ja też mogę, bo tak samo goli i bezbronni przyszliśmy na świat, a Ty możesz być drogowskazem i pięknym przykładem.
Strach? Odrzucenie? Samotność? Strach jest największy, gdy już podejmiesz się swojej drogi, rzucisz sobie wyzwanie i przyjdzie powtarzające się załamanie. To jest dopiero strach! Rezygnacja z tej bezpiecznej, ale ciasnej doniczki, jaką jest rodzina, przyjaciele, „dobre” życie powyżej średniej. Rezygnacja z całej swojej tożsamości na rzecz czegoś zupełnie innego, niepewnego, grożącego pewną porażką na każdym kroku. Otwieranie się na zupełnie inne relacje, na budowanie ich w kompletnej szczerości od początku, z głębokim wzajemnym poszanowaniu swoich uczuć, z uczeniem się wypowiadania tego, czego potrzebujesz i co chcesz doświadczać. Ciągłe mierzenie się ze swoimi nawykami i poglądami, ciągłe kwestionowanie. Gotowość na to, że w większości rzeczy nigdy nie miałeś racji. Gotowość na to, że Twoje nowe, uwolnione myślenie też się przedawni i będzie je trzeba zostawić. PEWNOŚĆ, że Ty, to nie TY, tylko jakiś zestaw przekonań, które albo Cię dźwigają do działania, albo ograniczają.
Płyną za tym litry łez. Autentycznych, bezbronnych, bezsilnych łez.
Karmię się tym, że tak, jak się załamuję, płaczę, frustruję, wściekam, mam chęć mordu, tak i jest równie intensywna druga strona medalu: śmieję się, czuję radość, harmonię, przyjmuję życie takim, jakie jest i gram tym, co mam i cieszę się tym.
Ale mogę się we wszystkim mylić. Cały ten wywód może być ściemą. I jestem gotowa i pokornie liczę się z tym.
Może naprawdę chodzi o to, żeby unikać zagrożeń za wszelką cenę i mieć nadzieję, że to, w co dziś wierzymy za 30 lat nadal będzie aktualne?
 

 

Czy Twoje życie jest bezpośrednim odbiciem tego, w co wierzysz?

16 grudnia 2020
logotyp therapytka