Ból jest nieunikniony. Natomiast cierpienie jest opcjonalne.
 
Tym sposobem chciałabym zwrócić uwagę na to, że o ile ciągle unikamy bólu, jak możemy - w nadziei, że nie będziemy musieli cierpieć - o tyle skutek jest zgoła odwrotny.
Nie połączysz lęku przed sukcesem z sytuacją, kiedy jest Ci źle w pracy (za dużo godzin, zła atmosfera, słaby pieniądz), ale z rozsądkiem. Bo dzieci, bo kredyt, bo w tych czasach ciężko o pracę, gdy etaty lecą. A w ogóle to może być gorzej.
Nie połączysz lęku przed bogactwem z tą chwilą Twojego życia, kiedy zapala się w Tobie światełko pomysłu na inną drogę kariery, ale z poczuciem bezpieczeństwa. Bo to może nie wypalić, bo ta inwestycja może przepaść, a teraz w ogóle inflacja i jesień średniowiecza.
Nie połączysz lęku przed bliskością z aktualnym związkiem, gdzie myślisz o tym człowieku, do którego serce biło mocniej 10 lat temu, a teraz szkoda nawet się odezwać, bo zaraz awantura, albo ciche dni; połączysz to z przywiązaniem. Bo tak już jest, bo nic nie trwa wiecznie, bo miłość się wypala i zostaje potem 'dojrzałe uczucie', bo miłe złego początki, bo rodzice mieli tak samo.
Nie połączysz lęku przed odrzuceniem z tym, że sam/sama się odrzucasz na starcie od półtora roku umawiając się z ludźmi, którzy okazują się hipokrytami na swoich kontach na portalach randkowych. Połączysz to z przekonaniami, że tak po prostu już jest: szczęście jest dla każdego, ale nie mnie, że wszyscy zasługują na miłość, tylko nie ja, że nie ma wolnych, fajnych kobiet/mężczyzn, że wszyscy są roszczeniowi, lub tylko nastawieni na szybki seks.
Boimy się bólu.
I skazujemy na cierpienie.
A to w bólu rodzi się nowa jakość, nowy charakter. W cierpieniu utwierdza się stary, niekorzystny, trzymający w potrzasku "program", który tylko i wyłącznie od Ciebie ma pozwolenie na decyzje za Ciebie. Pytanie najważniejsze brzmi: czy jesteś gotowy/gotowa zostawić za sobą coś, co Ci się wydaje prawdą przez większość Twojego dorosłego życia?
 

Czy ból jest nieunikniony?

17 stycznia 2021
logotyp therapytka